Relacja z odebrania wycieńczonego Stefana z Wioski – psiego piekła

29.07.2018 r. – jak co tydzień pojechaliśmy na Wioskę, gdzie wiemy, że psy potrzebują pomocy. Ze względu na sytuację gminy oraz brak możliwości i chęci prawidłowej opieki, staramy się sukcesywnie wyadoptowywać psy, robiąc miejsce w przechowalni na kolejne zwierzaki. Jeździmy na Wioskę, karmimy, poimy i staramy się do czasu zapewnienia im lepszego miejsca, opiekować nimi, na tyle, na ile pozwalają nam możliwości

 37390631_1983299905228234_3112700302789181440_o     37423465_1983299875228237_8120669974227320832_o

Dzisiaj jednak nerwy i cierpliwość zarówno wobec wątpliwej „właścicielki”, jak i gminy puściły… ?

Jest 14:30, my po kilku godzinach w „przechowalni”: spacerach, karmieniu, czesaniu i tuleniu psów czekających tam na dom, pojechaliśmy na Wioskę, nakarmić te, które nadal czekają na miejsce.

Przywitano nas słowami: „Jest tak gorąco — chciało wam się w niedzielę przyjechać?” Pytamy: „Karmiła Pani dzisiaj psy?”, w odpowiedzi otrzymujemy: „Nie no dzisiaj jeszcze nie” — nasuwa się więc pytanie: „A kiedy?!” Psy w pełnym słońcu, bez kropli wody i jedzenia, z wątpliwym schronieniem przed palącym upałem i to nie dla wszystkich. Szybko działamy, najpierw woda, potem jedzenie. Nagle nasz wolontariusz zwrócił na jednego psa szczególną uwagę, jeszcze tydzień temu go tam nie było — a wokół niego chmara much. Siedzi w wykopanym dole, nad którym postawiona jest stara żeliwna wanna. Przyglądamy mu się bliżej, a tam urwane, wiszące ucho…

 DS7A0936_1_e8ca82303e.jpg     stefan2_8a7e4bec95.jpg

Ostrożnie próbujemy wyciągnąć psa i zadajemy pytanie: „Skąd on się tu wziął?”, a w odpowiedzi usłyszeliśmy, że „Kilka dni temu pozostałe psy go pogryzły, ale uciekł, wczoraj przyszedł, to go zapięłam na łańcuch”…

Po dokładniejszych oględzinach okazuje się, że pies jest w tragicznym stanie… Wrzynający się w szyję łańcuch, z głęboką otwartą raną, w której lęgną się muchy, składając larwy, do tego odgryzione, wiszące ucho również z otwartą raną, wygryziona sierść, stare strupy i świeże mniejsze ropiejące ranki, nieopisany smród gnijącej tkanki! Pies wykończony, nawet się nie bronił, po prostu się poddał, jakby czuł, że to jego ostatnia szansa.

W trybie natychmiastowym zabraliśmy go do kliniki w Poznaniu, gdzie okazało się, że oprócz gnijącego ciała z werżniętym łańcuchem, pod sierścią ma 1 cm odchodów pcheł, które na nim zamieszkały w tysiącach, a także kleszcze, stan zapalny i szmery w sercu…

Myśląc o bólu, którego doświadczał, zwyczajnie nie wytrzymaliśmy… Wszyscy siedzieliśmy i płakaliśmy nad nim, a on w samochodzie po prostu zasnął, poczuł się bezpiecznie, nie było mu już gorąco i choć nigdy nie zaznał nic przyjemnego od człowieka, po prostu zaufał.

Teraz my ufamy Wam, że pomożecie nam opłacić jego leczenie, które nie będzie tanie, bo sporo przed Stefankiem.

stefan_dab450d044.jpg

Szukamy też dla niego w trybie ekspresowym domu tymczasowego, który zajmie się nim po wyjściu z kliniki. Obecnie nie mamy gdzie go zabrać po wyjściu, w alternatywie pozostaje nam jedynie schronisko.